Storylinia

Storylinia

Postprzez kosma » 17 kwi 2010, o 07:56

W tym roku trochę wcześniej umieszczamy preludium fabuły. I że tak powiem w odcinkach. Pomimo szczerych chęci nie zrobimy z tego grafomańskiej wersji Mody na Sukces ale możecie spodziewać się kolejnych części co kilkanaście dni. Poniżej zamieszczam pierwszy docinek, tudzież "Phantom Tentacle". Na stronie też powinien się za chwilę pojawić ;)
"Tacita bona est mulier semper quam loquens" (Milcząca kobieta jest zawsze lepsza niż mówiąca)
Plaut
Avatar użytkownika
kosma
 
Posty: 688
Dołączył(a): 13 kwi 2008, o 22:22

Re: Storylinia

Postprzez kosma » 17 kwi 2010, o 13:05

Shielderheim nie było przygotowane do oblężenia... Szczerze mówiąc w tym czasie nikt nawet nie spodziewał się możliwości ataku z jakiejkolwiek strony. Fakt, kilka tygodni temu byli ci magowie, którzy przestrzegali przed nieumarłymi z Reinsfeld. Nikt jednak nie brał ich na poważnie. No bo skąd niby tak potężni ożywieńcy w samym środku Reiklandu? Joseph Lebkommeier – pisarz w świątyni Morra też powątpiewał w ich słowa. Kapłani mieli zresztą inne zmartwienia na głowie, i nawet tak poważna dla nich sprawa jak plotki o żywych trupach musiały poczekać. Arcykapłan ciężko chorował, nawet można by powiedzieć, że szykował się już by przejść przez bramę boga śmierci. Nie martwiono go niepotrzebnymi pogłoskami i przygotowywano się do odpowiednich namaszczeń i obrzędów.
Potem czarodzieje ruszyli na zachód, a dzisiaj przed wschodem słońca przyszła wieść o żywych trupach idących w kierunku nieprzygotowanego do obrony miasta. Ledwo co udało się zamknąć bramy! A i tak na niewiele się to zdało. Zombie uparcie wdzierały się przez drewniany mur kierowane wolą swych panów. Dopiero wtedy powiedziano o tym arcykapłanowi. Nie mógł już nawet mówić, drżącą ręką podał tylko swym podwładnym srebrny klucz, który nosił na szyi. Ów klucz był dziedzictwem każdego arcykapłana Morra w Shielderheim. Pozostali myśleli, że stracił już zmysły, że nie dociera doń to co się dzieje i bawi się w przekazywanie władzy. Dopiero kiedy Joseph otworzył żelazną skrzynkę stojącą pod ołtarzykiem w jego pokoju, wyjął i przeczytał zamieszczony tam zwój, zrozumiał powagę sytuacji i skojarzył fakty. Ale było już za późno, a miasto nie było w stanie wytrzymać szturmu, drewniany mur nie stanowił dostatecznej obrony.
Natychmiast rozkopano boczny ołtarz. Kapłani wyjęli spod niego szczelnie związane, w wielu miejscach przegniłe aksamitne zawiniątko. Najmłodszy z nich – Johannes, szykował się do rozpaczliwej próby ucieczki z miasta, które nie mogło wygrać tej bitwy. Wszyscy modlili się.
Schielderheim płonęło. Gryzący dym zasłaniał słońce stające w zenicie. Ludzie biegali w panice po ulicach, nie wiedząc czy gasić pożary, czy walczyć, z każdej strony zbliżała się ku nim śmierć. Nieumarli byli już na ulicach Schielderheim, bramę wybito taranem, drewniane umocnienia trawił zabójczy ogień. Niektóre zombie też płonęły wzmagając przerażenie w obrońcach, którzy nie spodziewali się bitwy. Niczym żywe pochodnie ich ciała posłuszne woli nekromantów dalej walczyły zacięcie, ich dusze zaś płakały. Wszyscy kapłani Morra słyszeli ich zawodzenie i błaganie o pomoc.
Najmłodszy z nich zdążył już wziąć tę przeklętą rzecz i ruszyć ku wyschniętej studni. Zgromadzeni na modlitwie słudzy boga śmierci szykowali się do walki. Czuli, że zbliża się do nich coś więcej niż ożywione trupy. Powietrze dusiło czarnym dymem, jasne słońce ustępowało przed gęstniejącym mrokiem. Dwuskrzydłowe drzwi drgnęły, raz i drugi, następnie wyleciały z hukiem. Przed nimi stał mroczny mag śmierci wyciągający ku nim swe plugawe ręce, zombie ruszyły w ich kierunku. Kapłani podjęli ze zdwojoną siłą refren śpiewanej pieśni. Czując moc Morra przepływającą przez nich ruszyli do walki ze świętym psalmem na ustach. Nekromanta skulił się pod siłą ich modlitwy i rzucił się do ucieczki. Zaczęła się walka. Trwała krótko, kapłani nie byli szkolonymi wojownikami, ale moc ich boga dawała im przewagę. Nieumarli udawali się na wieczny spoczynek, modlitwy odpędzania też przynosiły efekt.
A potem do środka wdarły się licze i wighty, a wraz z nimi liczna grupa żywych trupów. Słowa pieśni, uwięzły Josephowi w gardle, a drzewce włóczni przebiły mu brzuch.
Kiedy otworzył oczy był już wieczór, bitwa dobiegała końca. Tak jak myślał, miasto nie było gotowe do obrony i nie wytrzymało ataku. Wstał i zaczął krzyczeć, rozdzierająco i rozpaczliwie. Ale nikt go nie słyszał. Nikt nie zwracał uwagi na jego straszliwe wrzaski nawet wtedy, gdy wbrew swej woli wbijał miecz w pełną przerażenia twarz ledwo żywego akolity. Zwłaszcza nie zwracał na nie uwagi jego nowy pan...
"Tacita bona est mulier semper quam loquens" (Milcząca kobieta jest zawsze lepsza niż mówiąca)
Plaut
Avatar użytkownika
kosma
 
Posty: 688
Dołączył(a): 13 kwi 2008, o 22:22

Re: Storylinia

Postprzez kosma » 4 maja 2010, o 10:16

Hrabia Bernard de Bouilonne odprawił czarodzieja. Rozważał jego historię. Wiedział, że magom nie można ufać, jednak wieści z Reinsfeld które przyniósł były bardzo interesujące. Cykuta zniknął... a raczej już nie żył. Ten pyszałkowaty cwaniaczek z kupionym tytułem szlacheckim musiał w końcu tak skończyć. Ale teraz...
Umysł hrabiego kalkulował bardzo szybko. Cykuta był właścicielem Reinsfeld zgodnie z testamentem Otterbeina. Ale był też jego wasalem, zadłużonym do tego. Nie miał żadnej rodziny, bo pozbył się ich żeby nie pogrążyli go przypadkiem mówiąc kim był. A zatem zgodnie z prawem feudalnym miasto należało się teraz jemu.
Hrabia wzbogacił się na mieście Viefin stojącym po zachodniej stronie Przełęczy Gryzącego Topora, każdy podróżny, a zwłaszcza kupiec musiał się tam zatrzymać, zapłacić taksę i zostawić trochę pieniędzy w samym mieście. A gdyby tak mieć drugie miasto po wschodniej stronie przełęczy? I drugą taksę? W umyśle hrabiego pojawił się rosnący stos złota.
Szybko powrócił jednak do rzeczywistości. Spojrzał na swego brata Roderyka siedzącego po drugiej stronie pokoju.
- Więc mówisz że w Altdorfie szykuje się wyprawa na to całe Reinsfeld żeby...
- Tak – potwierdził błyskawicznie Roderyk.
- Czy myślisz o tym samym co ja?
- Naturalnie – dodał z nonszalanckim uśmiechem drugi hrabia.
- Zatem nie możemy do tego dopuścić, to było by ogromne marnotrawstwo. Tylko jak? - Hrabia rozparł się szerzej na rzeźbionym krześle
- Kości zostały już rzucone, siła i wojsko to jedyny argument w naszych rękach.
- Pff. - Bernard prychnął cynicznie – Obawiam się że nie dysponujemy taką siłą Roderyku.
- Imperium też nie. Większość ich wojsk stacjonuje na północy, też nie mają kogo wysłać. Zresztą, gdyby mieli już dawno byłoby po sprawie.
- Dobrze zatem, każ zebrać wasali i sformować oddział. Tylko kto obejmie nad nimi dowodzenie? To musi być ktoś nie tylko waleczny i honorowy, ale także mądry, sprytny i biegły w prawie. Musimy pamiętać o tych przeklętych czarodziejach, nie można im ufać i trzeba ich mieć na oku.
Nastała chwila wyczekującej ciszy. W końcu Roderyk wstał, zarzucił na szyję aksamitny szal i rzekł.
- Chyba znam kogoś odpowiedniego.
"Tacita bona est mulier semper quam loquens" (Milcząca kobieta jest zawsze lepsza niż mówiąca)
Plaut
Avatar użytkownika
kosma
 
Posty: 688
Dołączył(a): 13 kwi 2008, o 22:22

Re: Storylinia

Postprzez kosma » 23 maja 2010, o 13:18

W ciemnej piwnicy bardzo podejrzanie wyglądająca grupa ludzi katowała zakrwawionego już mocno mężczyznę. Na stole obok leżało kilka brudnych od świeżej krwi narzędzi do tortur. Największy z zebranych, mający prawie siedem stóp wzrostu człowiek w długiej szacie opatrzonej licznymi tajemniczymi symbolami sugerujących magiczną profesję wiódł widoczny prym w tych czynnościach. Musiało to wszystko trwać już chwilę, bowiem torturowany już niemal konał, mag zaniechał już narzędzi i w furii okładał mężczyznę pięściami i kopał niczym opętany, krew bryzgała na jego tunikę.
- Ty cholerny głupcze! Przeklęty tchórzu! Jak mogłeś porzucić ten Młot?! I dlaczego ten zdrajca jeszcze chodzi po ziemi?! - wściekły czarnoksiężnik klęczał nad pogrążanym w agonii człowiekiem i uparcie masakrował jego twarz.
Ten nie miał już siły się bronić, wywracał tylko oczami i krztusił się własną krwią i wybitymi zębami. Oprawca widząc to przerwał nagle. Wstał, wziął ze stolika żelazną buławę i jednym ciosem zmiażdżył swej ofierze czaszkę. Mózg, krew i kawałki kości bluznęły na pozostałych zebranych. Czarnoksiężnik dysząc ciężko odłożył broń i rzekł:
- Niech to będzie dla wszystkich przestroga, tak Tzeenth każe tchórzów i zdrajców.
Na schodach zabrzmiał odgłos kroków. Wszyscy nerwowo zwrócili swe oczy ku drzwiom. Te otwarły się ukazując młodego mężczyznę okrytego czarnym płaszczem. Pospiesznie wszedł rzucając tylko pobieżnie okiem na zmasakrowane zwłoki i ukląkł przed przywódcą.
- Panie, mam wieści. Kult Slanesha nie zdobył młota, to była tylko umiejętnie wykonana replika. Niestety nie wiem gdzie jest prawdziwy... - ostatnie słowa zostały wypowiedziane z lekką obawą.
- On też nie wiedział – mag wskazał na martwe ciało. - Mów dalej.
- To całe miasto naprawdę zostało przejęte przez jakiegoś tajemniczego licza, nie wiadomo jednak ani kto to jest, ani skąd się wziął. Potwierdziły się też nasze domysły. Stare zapiski o powstaniu Reinsfeld mówią prawdę, nasi szpiedzy widzieli te wielkie kości wystające z ziemi. Dzisiaj przyszła też do miasta wieść o tym, że armia licza zdobyła Schielderheim. W sztabie armii wzmożono przygotowania do wyprawy.
- Hmm – czarnoksiężnik zamyślił się. - Po co poszli na Schielderheim, przecież to nic nie znacząca mieścina? Trochę to bez sensu.
- Nie do końca panie – podjął znowu młodzieniec. - W Schielderheim było to. - Młody kultysta wypowiedział szybko zaklęcie i na środku pokoju uniosła się natychmiast widmowa projekcja jakiegoś niewyraźnego przedmiotu, przypominającego berło lub buławę. Wizja była niestety bardzo niewyraźna, jakby przedstawiała zatarty przez czas obraz. Twarze wszystkich zamarły w zdziwieniu pomieszanym z ciekawością i nutką pożądliwości. Młody kultysta zaś kontynuował. - Według starych annałów ukryto to właśnie w tym mieście. Ktokolwiek jest tym tajemniczym liczem nie jest głupi i wie co robi.
Czarnoksiężnik przez chwilę w zamyśleniu wpatrywał się w obraz, po czym machnięciem ręki przerwał iluzję i rzekł:
- Prześlij wiadomość naszym ludziom, młot i cała reszta schodzą na drugi plan. Kiedy wszystko się wypełni mają za wszelką cenę to zdobyć! Ale pod żadnym pozorem nie wcześniej!
Jeden z zebranych zabrał głos.
- Ale przecież wtedy całą kontrolę szlag trafi!
- Właśnie o to nam chodzi – odparł przywódca kultystów z upiornym uśmiechem na twarzy odsłaniając przy tym wilcze zęby.
"Tacita bona est mulier semper quam loquens" (Milcząca kobieta jest zawsze lepsza niż mówiąca)
Plaut
Avatar użytkownika
kosma
 
Posty: 688
Dołączył(a): 13 kwi 2008, o 22:22

Re: Storylinia

Postprzez kosma » 31 maja 2010, o 09:41

Grupa bogato odzianych krasnoludów pochylała się nad górniczymi mapami. Rozmawiali o czymś w khazalidzie. Ich uwagę przykuwał bardzo stary, pożółkły i nieco podniszczony plan. Był też nieco pokreślony... Inżynierowie najwidoczniej spierali się o coś. Najważniejszy z nich – Fiorri Fiorreson – Mistrz Altdorfskiej Gildii Inżynierów z zasępioną miną przerwał konwersacje pozostałych i zabrał głos:
- Panowie, wszyscy wiemy czym skończyła się ostatnia próba uruchomienia Reinsfeldzkiej kopalni, to zbyt niebezpieczne. Zwłaszcza wobec planów Imperium w tym względzie, nie możemy ryzykować tak bardzo się narażać.
- To co stało się w Reinsfeld to tylko pogłoski, nie wiemy dokładnie co tam się wydarzyło, a relacja jakiegoś krótkobrodego młodzika to za mało – podjął Karga Ponury, mistrz górniczy - Na mapie jasno stoi, że główne złoża znajdują się pod samym miastem a nie kilka mil od niego gdzie było wyrobisko i ten cały domniemany spaczeń. Przy kopalni miało po prostu w ostatnim czasie miejsce kilka dziwnych zdarzeń, ale wcześniej pracowała sprawnie latami. Ludzie mają tendencje do koloryzowania, najechało ich kilku zwierzoludzi, właściciel kopalni się powiesił i od razu wymyślili sobie nawiedzoną kopalnię. Nawet jeżeli coś tam jest, to daleko od samego miasta, gdzie znajdują się główne złoża rudy.
- Ale Imperium już zaczęło szykować wyprawę, nic tam po nas. - Ripostował Fiorii.
- Imperium potrzebuje żelaza! - Nie dawał za wygraną Karga – Snorgi był na północy i widziała co się tam dzieje – wskazał na niskiego krasnoluda, mistrza oblężniczego – Powtórz wszystkim drogi kolego jak tam mają się sprawy.
Snorgi wciągnął powietrze, wypiął w przód pierś i podjął.
- Marnie, tak się tam sprawy mają. W Ostlandzie i Ostermarku stacjonuje większość wojsk Imperium, po ostatnich walkach żołnierze są przetrzebieni i zmęczeni. Brakuje zaopatrzenia i ludzi, świeżych zaciągów nie ma w co uzbroić. Walki przybrały formę nerwowego oczekiwania. Na razie nic się nie dzieje, ale to tylko cisza przed burzą, która może zalać całe Imperium!
- Sam widzisz czcigodny mistrzu, że musimy zwiększyć produkcję, ale nasze manufaktury potrzebują surowca! Rudy żelaza, której brakuje, a sprowadzanie jej z zagranicy jest jak wiesz wielce kosztowne. - Karga nie rezygnował ze swego stanowiska.
- Zanim ruszy tam wydobycie może być już za późno! - Fiorri twardo stał przy swoim.
- Ależ nie mistrzu, spójrz na plany, złoża są bardzo płytko, można na razie ruszyć z kopalnią odkrywkową, a z czasem zejdziemy niżej. W ten sposób wystarczy tylko kilka miesięcy przygotowań.
- A te adnotacje?
Główny inżynier wskazał na dopiski w języku klasycznym. Karga zaś szybko skomentował.
- Kto by się przejmował jakimiś starymi zakazami zakonu Morra. Co kapłani mogą wiedzieć o górnictwie. Nic to. Nie ma się czym przejmować.
- A co z wyprawą wojska? - Fiorri w dalszym ciągu był nieprzychylny pomysłom kamrata.
- To akurat jedyny problem. Trzeba ich powstrzymać. Budowa nowego osiedla górniczego zajmie zbyt dużo czasu, a tego akurat nie mamy. Musimy zaryzykować i zacząć już działać, potem załatwimy pozwolenia. Zwycięzców się przecież nie sądzi.
Rozmowy trwały jeszcze długo, w końcu jednak poparto pomysł Kargi. Ten wyszedł z pokoju uśmiechając się szeroko i w korytarzu klepnął mocno młodego krasnoluda w ramię.
- Udało się, dzięki bogom, żeś znalazł tę mapę. Jeżeli się uda puścimy z torbami konkurencję. Pojedziesz więc do Reinsfeld razem z naszą ekspedycją, tak jak chciałeś.
"Tacita bona est mulier semper quam loquens" (Milcząca kobieta jest zawsze lepsza niż mówiąca)
Plaut
Avatar użytkownika
kosma
 
Posty: 688
Dołączył(a): 13 kwi 2008, o 22:22


Powrót do Archiwum

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron